Polska przedmurzem chrześcijaństwa

Polacy właśnie oblewają egzamin z religii. Nie, nie ten maturalny, który jest parodią wiary i edukacji, lecz ten, który powinien być świadectwem człowieczeństwa i bycia chrześcijaninem. Bo prawdziwym chrześcijaninem nie jest ten, kto — jak Duda czy Kaczyński — ostentacyjnie pokazuje się w kościele i niemal nie wstaje z kolan, lecz ten, kto swym życiem i działaniem udowadnia, że zrozumiał nauczanie Jezusa.

Przez białoruską granicę próbuje się wedrzeć do Europy kilkudziesięciu uchodźców z Afganistanu, Iraku i Afryki uciekających od wojny i biedy. Chcieliby w Polsce złożyć wniosek o azyl. Nie o pobyt w Polsce, która ich nie chce, lecz o prawo zamieszkania w jednym z bardziej tolerancyjnych krajów Europy Zachodniej. „I need international protekcion” – wykrzykiwali jeden po drugim uchodźcy na granicy w Usnarzu Górnym, wywoływani z imienia i nazwiska. „International”, a nie „Polish”, bo polska ochrona celuje do nich z karabinów, by nie postawili stopy na świętej polskiej chrześcijańskiej ziemi. Czyż nie jesteśmy od wieków przedmurzem chrześcijaństwa?

By to przedmurze uszczelnić, polskie władze wprowadziły stan wyjątkowy, uniemożliwiając niesienie im pomocy przez polskich aktywistów humanitarnych, medyków, polityków i okoliczną ludność, i odsuwając od granicy wścibskich dziennikarzy z kamerami i mikrofonami. „Ochrona” odbywa się teraz w ciszy i spokoju za kurtyną stanu wyjątkowego. Jej efekty? Jak na razie — sześciu martwych.

Polska opinia publiczna jednak nie zanadto zamartwia się tym problemem, bo dla większości Polaków, zwłaszcza tych „prawdziwych”, czyli „lepszego sortu”, dobry uchodźca, to martwy uchodźca. Polacy z zadowoleniem oceniają działania żołnierzy, którzy przecież ślubowali naszych granic wiernie strzec. Przed… No właśnie, przed kim? Czy to są prawdziwi uchodźcy, naprawdę potrzebujący pomocy? Służby specjalne już ich prześwietliły, rzekomo przeglądając ich telefony. I co się okazało? Że to terroryści, pedofile i zoofile. Nie ma więc kogo żałować. Możemy odetchnąć z ulgą.

Wyć się chce z rozpaczy, że ten polski ciemny lud kupuje takie brednie. Nawet zdjęcia martwych dzieci go nie wzruszają. Polska odwraca oczy. Ta sama Polska, której obywatele jako uchodźcy przed carem, przed Hitlerem, przed Stalinem, przed komunizmem, przed biedą i beznadzieją znajdowali schronienie ZA GRANICĄ — we Francji, w Anglii, w obu Amerykach, w Iranie, w Indiach, w Szwecji i RFN. Ta sama ultrakatolicka Polska, która się nadyma z powodu swej religijności i chce rechrystianizować Europę. Ta sama pobożna Polska, której mieszkańcy potrafią setki kilometrów pielgrzymować do cudownych obrazów, nawet pieszo, lecz teraz nie ruszyła tyłka z kanapy, by pomóc ludziom w potrzebie. Owszem, w Usnarzu pojawiło się kilkaset osób, ale kto to był? Polacy? Jeśli już, to ci najgorszego sortu: aktywiści świeckich organizacji humanitarnych, politycy liberalni i lewicowi, niezależni prawnicy, dziennikarze wolnych mediów. I po co? Tylko po to, by robić zadymę i się lansować — mówi rządowo-partyjna tuba propagandowa. A Polacy lepszego sortu siedzą wygodnie przed telewizorem i aż im się uszy trzęsą od pochłaniania toksycznej papki, jaką im pichcą Kurski z Pereirą.

A co robi Kościół katolicki? Wszak to dla niego nie lada okazja do wykazania się chrześcijańskim miłosierdziem. Jednak Kościół, który tak lubi podejmować uczynki wobec duszy, czyli grzeszących upominać, nieumiejętnych pouczać, wątpiącym dobrze radzić, strapionych pocieszać i modlić się za żywych i umarłych, nie za bardzo się kwapi do wykazania się uczynkami miłosierdzia wobec ciała, by głodnych nakarmić, spragnionych napoić, nagich przyodziać, podróżnych w dom przyjąć, więźniów pocieszyć, chorych nawiedzić.

Kościół, owszem, nie milczy w kwestii przygranicznego kryzysu. Episkopat zabiera głos i mówi, że „troska o własnych obywateli nie może być wystarczającą przesłanką uzasadniającą zamykanie granic przed poszukującymi schronienia”. Bardzo abstrakcyjnie i enigmatycznie. No, ale czy ktokolwiek się spodziewał, że episkopat podejmie otwartą krytykę hipokryzji i dalszego siania nienawiści przez Kaczyńskiego, Dudę, Błaszczaka i Kamińskiego?

Polacy, rzekomo broniąc Europy przed islamizacją, zaprzeczają swoim podstawowym wartościom religijnym. Bo czyż istotą chrześcijaństwa nie jest miłość bliźniego (miłujcie nawet nieprzyjaciół waszych) i pomoc człowiekowi w potrzebie? Ewangelia nie pozostawia w tej kwestii wątpliwości. Gdy uczony i pobożny Żyd pyta Jezusa: „Kto jest moim bliźnim?”, Ten nie odpowiada, że jest nim jego rodak, czy współwyznawca wiary mojżeszowej, lecz przytacza przypowieść o miłosiernym Samarytaninie, który w przeciwieństwie do żydowskich hipokrytów i bigotów, udzielił pomocy człowiekowi napadniętemu przez zbójców. Choć Samarytanie etnicznie, kulturowo i religijnie spokrewnieni byli z Żydami, nie byli przez nich uważani za krajanów, ani przez małe, ani przez duże „Ż”. Żydzi odmawiali im przynależności do ludu Izraela i udziału w wyznaniu mojżeszowym. Samarytanin jest w Ewangelii synonimem obcego, innego, kseno, barbarzyńcy. Ale to on, a nie pobożny wyznawca wiary mojżeszowej, okazuje się bliźnim tego, który wpadł w ręce zbójców. „Idź i ty czyń podobnie” — puentuje Jezus. Czyż nie jest to oczywista nauka dla nas wszystkich, a zwłaszcza dla „prawdziwych” Polaków i bogobojnych chrześcijan? Ano nie, bo polski katolik Biblii nie czyta, za to słucha fałszywych proroków, którzy mówią, że obcy, uciekając od wojny, przynoszą tylko przestępczość i roznoszą zarazki.

Jeśli prawdą jest to, co pisze Święty Mateusz, że na Sądzie Ostatecznym zgromadzą się przed Synem Człowieczym wszystkie narody, a On je oddzieli jedne od drugich, jak pasterz oddziela owce od kozłów, to po której stronie przypadnie miejsce Polakom? W Ewangelii nie ma ani słowa o tym, by Pan Bóg miał spytać: Ile godzin przesiedzieliście w kościele, ile tajemnic różańca odmówiliście, ile modlitw odklepaliście, ile daliście na tacę?, bo to są gesty faryzeuszy, tylko spyta o jedno: Coście uczynili swoim bliźnim?

Zaprawdę powiadam wam – mówi Jezus— wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, mnieście uczynili. Idźcie precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny, przygotowany diabłu i jego aniołom. Bo byłem głodny, a nie daliście mi jeść; byłem spragniony, a nie daliście mi pić; byłem przybyszem, a nie przyjęliście mnie.

JERZY KRUK

A może kupisz moją książkę?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *