Manicure, pedicure

Marika wychodzi do łazienki i przynosi napełniony ciepłą wodą gumowy pojemnik z pięcioma komorami. Jaka ładna miseczka! To moczydełko — precyzuje. Najpierw plastikowym pilnikiem z papierem ściernym skraca i kształtuje paznokcie mojej lewej ręki, a potem zanurza je w moczydełku z wodą i mydłem i spiłowuje mi paznokcie prawej ręki. Wyjmuje moją lewą dłoń z moczydełka i osusza ją ręcznikiem. Zanurza w nim prawą i powraca do pielęgnacji lewej. Palec po palcu drewnianym patyczkiem podważa porastające paznokcie skórki, by je następnie dokładnie wyciąć małymi cążkami. Gdy mi podważa skórki, czuję lekkie szczypanie. To boli — mówię pieszczotliwie. Trzeba trochę pocierpieć, jeśli chce się być pięknym — odpowiada mimochodem Marika, nie odrywając się od pracy.

Obserwuję ją uważnie. Wyraźnie wytęża wzrok, co chwila marszczy w momentach głębszego skupienia czoło, a w chwilach maksymalnego wysiłku wysuwa z ust język. Marika, jakiej nie znam. Od czasu do czasu rzucam spojrzenie na jej bawełnianą koszulkę układającą się na krągłościach jej piersi i próbujących ją przebić sutkach. Ma takie duże piersi? — dziwię się. Nagie wydają się mniejsze. Chodzisz tak latem po ulicy, bez stanika? Czuję, jak to, co zakryte, podnieca mnie bardziej niż jej zwyczajna nagość. Może dlatego — myślę sobie — że częściej widzę ją nagą niż ubraną? Czasami — odpowiada od niechcenia, wciąż mocno skupiona na swej pracy.

Księga życia Mariki niepostrzeżenie dla niej samej się otwiera i, jakby pod podmuchem wiatru, jedna kartka odwraca się na drugą stronę. Chcę ją mieć. Taką. Inną. Autentyczną. Wzbiera we mnie pożądanie. Pozwalam jej jeszcze wypolerować moje paznokcie gumową polerką z drobniutkim papierem ściernym i nasmarować je oliwką. Gdy mi osusza ręcznikiem prawą rękę, chwytam ją delikatnie za dłoń, wyjmuję z niej ręcznik i odkładam na stół. Marika spogląda na mnie pytającym wzrokiem. Niczego jej nie wyjaśniam. Ujmuję ją za łokcie i pomagam jej wstać z krzesła. Przysuwam się do niej i przywieram ustami do jej ust. Rozwieram je swoimi wargami i wchodzę językiem, szukając w jej ustach drugiego. Marika chwyta w lot moją potrzebę i oddaje mi się bez najmniejszego oporu. Sięgam dłońmi do brzegu jej koszulki i ściągam ją jej przez głowę. Całkiem nagą układam moją kosmetyczkę na łóżku i sam kładę się na niej. Opieram się łokciami na materacu, by jej nie przygnieść, i kolanami rozpycham na boki jej uda. Marika oddaje mi się, zapierając się stopami o materac łóżka i unosząc lekko kolana. Przywieram biodrami do jej bioder. Mój przyjaciel puka do drzwi jej przyjaciółki. Nie pomagam mu. Niech poradzi sobie sam. Ona, nieco zdziwiona jego niezapowiedzianą wizytą, wita go jednak z radością i zaprasza do środka. Patrzę w jej oczy i niczego nie mówię. Niech sama zrozumie. Marika wpatruje się w moje oczy z kamienną twarzą. Ja też mam odgadnąć, czy ona rozumie, co się między nami dzieje? Mój przyjaciel i jej przyjaciółka całkowicie ignorują te nasze intelektualne dylematy. Pozbawieni naszej kontroli, cieszą się zabawą jak małe dzieci. Pokaż mi, że rozumiesz, co się stało — mówię do niej swym nieruchomym wzrokiem. Twarz Mariki pozostaje kamienna, ale jej ręka wędruje do mego karku i głaszcze go delikatnie. To mi wystarcza, bym wzniósł się na szczyt rozkoszy. Wycofuję się i rozlewam ją na brzuchu Mariki. Najpierw spoczywam na niej całym swoim ciężarem, a potem przewracam się na wznak i zabieram ją na siebie, a ona swoimi ustami muska moje usta, palcami prawej dłoni smyra moje włoski na pejsach, a brzuchem wyciska z mojego przyjaciela ostatnie krople rozkoszy. Moje dłonie szukają dopełnienia tej cudownej pieszczoty. Jedna ją znajduje na gładkości jej pośladka, a druga na twardej krawędzi jej łopatki. Chwilo, trwaj wiecznie! Oddaję się jej bez kontroli. Zapadam się. Odlatuję, odpływam. W błogi półsen postosunkowy.

Niestety tylko na chwilę, bo zaraz budzi mnie jej śmiech: Chrapałeś! — śmieje się jak mała dziewczynka. Wyciąga mnie z łóżka pod prysznic. Namydlamy się nawzajem, rozprowadzając pianę po swych ciałach i ich zakamarkach. Czyścioszki. Wycieram ją ręcznikiem, a ona mnie. To co? — pyta Marika. Skończymy drugą rękę? Znów siadamy przy stole osłonięci koszulką i ręcznikiem i Marika oddaje się pielęgnacji mojej prawej dłoni. Potem kładzie mnie na łóżku, przystawia do niego krzesło, bierze moją stopę na kolana i specjalnym strugiem ścina zrogowaciałą skórę pięty, a potem skraca nożyczkami i modeluje pilnikiem moje paznokcie. Zrobiwszy to samo z moją drugą nogą, w końcu olejkiem namaściła mi obie.

Obserwuję z dołu jej zaangażowanie i delikatność. Gdy kończy, mówię do niej z najwyższą powagą: Możesz mi je wytrzeć? Włosami? Marika odpowiada mi powagą swojego spojrzenia, spokojnym ruchem swoich dłoni robi plecionkę długą z włosów blond, pochyla głowę i ściera nią z moich stóp nadmiar olejku, a na koniec żartobliwie cmoka ustami mój duży palec. Od początku wiedziałem, co za jedna i jaka jest ta kobieta, która się mnie dotyka, ale w tym momencie zrozumiałem, że dopiero teraz poznałem ją tak, jak i ja zostałem poznany.

A może zajrzysz do naszego sklepu?



Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *