James Balwin – GDYBY ULICA BEALE UMIAŁA MÓWIĆ

Seks i religia to dwa stale przeplatające się motywy w twórczości Jamesa Baldwina. Ich połączenie znajdujemy w każdej z jego książek. Przypatrzmy się, jak wygląda to w „Gdyby ulica Beale umiała mówić”.

Seks i religia

Zadawałam sobie pytanie, czy rodzice Fonny’ego śpią ze sobą. Kiedyś nawet zapytałam o to Fonny’ego wprost, a on powiedział: – Tak. Ale nie jak ty i ja. Czasem słyszałem, co się u nich działo. Bywało, że wracała z kościoła spocona jak mysz i pokorna jak trusia. Zachowywała się, jakby była tak zmęczona, że nie może się w ogóle ruszyć, i padała na łóżko w ubraniu. Może starczyło jej sił, żeby tylko zdjąć pantofle. No i kapelusz. Zawsze gdzieś rzucała swoją torebkę. Wciąż jeszcze słyszę ten odgłos padającej torebki, tak jakby znajdował się w niej jakiś przedmiot ze srebra. No i słyszę, jak mówi: „Pan nasz błogosławił mą duszę dziś rano. Kochanie, kiedy powierzysz swoją Panu?”. A on, mówię ci, na pewno czuł wzbierającą w nim żądzę, i wybacz mi, że tak to powiem, ale z nią nie było wcale inaczej, bo widzisz, oni zachowywali się jak dwa koty. Ona jak ta kotka, co nie przestanie miauczeć, dopóki nie dopnie swego, bo musi mieć tego kota, będzie uganiać się za nim po wszystkich dachach, aż ją capnie za kark. Prawdę powiedziawszy, on marzy tylko o tym, żeby się wyspać, ale ona nie przerywa swego kociego koncertu, a jemu nie pozostaje nic innego, jeśli chce mieć spokój, jak tylko capnąć ją za ten kark. Ona właśnie tego chce, bo wtedy on jest jej. Tak więc ojciec leży sobie w łóżku, nagi jak nowo narodzone dziecko, a żądza w nim wzbiera. I mówi: „Już czas najwyższy, żeby Pan powierzył swoją duszę mnie”. A ona na to: „Frank, pozwól, że cię zaprowadzę do Pana”. A on: „Nie gadaj głupstw, kobieto. To ja przyprowadzę Pana do ciebie. Ja jestem Panem”. A wtedy ona zaczyna płakać i wzdychać: „Panie, spraw, żebym mogła pomóc temu człowiekowi. Oddaj mi go. Nic nie mogę uczynić dla niego. O Panie, pomóż mi!”. A on na to: „Pan ci pomoże, moja słodka, jak tylko staniesz się znów małą dziewczynką, nagusieńką jak nowo narodzone dziecię. Chodź do Pana swego”. A ona znów zalewa się łzami i zaczyna wzywać Jezusa, podczas gdy on rozbiera ją do naga. Potem słyszałem jakieś odgłosy szamotaniny, syków, rozdzieranej odzieży rzucanej na podłogę. Czasem potykałem się o porozrzucane na ziemi przedmioty, kiedy z rana przechodziłem przez ich pokój, idąc do szkoły. A gdy już była rozebrana, przygniatał ją swoim ciałem, a ona nie przestawała jęczeć: „Jezusie, pomóż mi”. A mój ojciec mówił: „Chciałaś Pana, masz Pana! Chcesz błogosławieństwa? Gdzie mam cię błogosławić? Gdzie cię boli? A gdzie chciałabyś, by cię dotykały ręce twego Pana? Tu? Tu? A może tu? A gdzie ma być jego język? A gdzie twój Pan ma wejść w ciebie, ty głupie czarne ścierwo? Ty suko! Ty suko!”. No i bił ją, mocno, głośno, aż się rozlegało. A ona mówiła: „Panie, pomóż mi, żebym mogła udźwignąć swój krzyż”. A on na to: „Nie bój się, kochanie, już ja wiem, że go udźwigniesz. Twój Pan cię kocha, a ja ci powiem, kiedy on przyjdzie. Pierwszy raz. Może będzie i drugi raz, ale o tym potem”. A łóżko aż trzęsło się, a ona wzdychała, wzdychała, wzdychała. A rano zachowywała się tak, jakby się nic nie zdarzyło. Była taka jak zawsze. Należała do Pana Jezusa, a Frank wychodził z domu, żeby pójść do warsztatu.

Z angielskiego przełożyła Maria Zborowska

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Pin It on Pinterest