To nie ludzie

Urodziło się dziecko
czarnoskóry chłopiec
taki jest pyzaty
ciągle się uśmiecha
tulę go i płaczę
bo wiem że jego matkę
zapakują na statek
i wywiozą
na drugą stronę oceanu
matka podróży nie przeżyje
za to chłopcu się spełni
American Dream

Urodził się chłopczyk
ma takie wielkie
i brązowe oczy
i skórę też ma ciemną
podaję mu palec: łapie
nie dotykaj mnie chłopie
bo jestem pariasem
i ty będziesz pariasem
po ojcu
jesteśmy tak wstrętni
że aż niedotykalni

Urodziło się dziecko
tulę je i płaczę
matka się nie cieszy
bo chłopiec jest bękartem
ojciec był żołdakiem
który chciał sobie ulżyć
a ją i jej naród pohańbić
żołdak służy sułtanowi
pod czerwoną flagą
z białą gwiazdą i półksiężycem
a oni ryją w skale chaczkary
swoje dziwne krzyże
i jeszcze nie chcą zginać karku
w imperium są więc nikim
można ich wystrzelać
zarąbać powywieszać
lub utopić jak koty
dziewczyna miała szczęście
przepędzili ją z dzieckiem
i ich krnąbrnym ludem
na pustynię
tam mogą sobie żyć
aż umrą od skwaru i głodu

Urodziła się dziewczynka
pewnie także umrze z głodu
nikt nad nią
jednak nie zapłacze
tylu ludzi już zmarło
i tyle dzieci
ziemie mamy żyzne
mogłyby wyżywić cały kraj
cały wręcz kontynent
ale nasz przywódca
nasz inżynier marzeń
wywołał wielki głód
rodzice poszli więc na pole
poszukać czegoś
by nakarmić dziecko
zebrali po pięć kłosów
a za to grozi kara
kula w tył głowy
już leżą na drodze
pośród innych trupów
to wrogowie ludu
sapie parowóz dziejów
mądry i prosty jak prawda
którą głosi:
jedna śmierć to tragedia
milion – statystyka

Urodziło się dziecko
kwili cichutko
tulę je i płaczę
bo jest Żydówką
a w moim kraju Żydzi
skazani są na zagładę
widzę jak matka
wnosi ją na ręku
do komory gazowej
kochana — mówi do niej —
Bogu dzięki że jesteś
jeszcze taka maleńka

Urodziło mi się dziecko
chłopiec czy dziewczynka?
nieważne bo to burakumin
nie potrafię czytać
chociaż mieszkam w kraju
samochodów
robotów
komputerów i kamer
może ciebie nauczą
ale po co
przecież cię nie wpuszczą
do żadnej z tych fabryk
co najwyżej wyślą cię na cmentarz
lub do rzeźni
oprawiać zwłoki
zwierząt albo ludzi

Urodził się chłopiec
czarnoskóry i wątły
jego matka jest tak biedna
że nie ma go czym karmić
i tak bezradna
że nie ma siły płakać
nie ma nawet nadziei
bo mówią o nich
że nie są ludźmi
oni są Tutsi
a ich sąsiad jest Hutu
właśnie dostał od władzy maczetę
nie nie do pracy na roli
to narzędzie mordu
sąsiad ma małego synka
jego los też jest już przesądzony
bo tutaj rządzi prawo
oko za oko
ząb za ząb
i dziecko za dziecko

Urodziło się dziecko
dziewczynka z czarnymi włosami
tulę ją i całuję
taka jesteś piękna
że nie mogę się napatrzyć
patrzę więc bez przerwy
bo już niedługo
staniesz się dorosła
i nie będziesz mogła
pokazać twarzy na ulicy
ani studiować
ani jeździć samochodem
oj niepotrzebnie płaczę
bo w moim kraju
to przecież normalne

Urodziły się bliźniaki
chłopiec i dziewczynka
tulą się do siebie od urodzenia
pokochają się tak bardzo
że on nie będzie w stanie
kochać
żadnej innej kobiety
a ona – mężczyzny
on będzie gejem
a ona lesbijką
martwię się ich losem
bo w naszym kraju
— mówi pan prezydent —
tacy ludzie
to nie ludzie

Zapraszam Cię do przeczytania mojej powieści

Jeszcze jedna taka wiosna

Jeszcze jedna taka wiosna
Choćby jeden maj
Jedna noc do brzasku

Jeszcze jeden świt
Chłód poranka
Paków śpiew
I akacji zapach

Jeszcze jedno pożądanie
Jeszcze jedno rozmarzenie
I marzeń spełnienie

Jeszcze jedno łopotanie
Firanek na wietrze
Jeszcze jedno przewieszenie
Sukienki na krześle

Jeszcze jeden deszcz ożywczy
Jedna błyskawica grzmot
Jeszcze jedna tęcza

Jeszcze jedno pobłądzenie
W lesie twoich włosów
Jeszcze jedno zasłuchanie
W szum twego oddechu

Jeszcze jedno kołysanie
Rytmem twego serca
Jeszcze jedno falowanie
Po morzu twych piersi

Jeszcze jedno zamyślenie
Jeszcze jedno zapatrzenie
W twoje ciało po horyzont

JERZY KRUK

Sonety szekspirowskie

Jak powszechnie wiadomo, adresatem sonetów Szekspira był tajemniczy młody książę. Kim był ten niezidentyfikowany z nazwiska młodzieniec? Pytanie to do dziś dnia nie znalazło odpowiedzi. A kim był ten młodzieniec dla autora? Dla Szekspira? Tu już możemy liczyć na jakiś sukces. Wystarczy wczytać się w treść wierszy geniusza. I co nich wyczytujemy? Że to jego przyjaciel czy kochanek? Wszak Szekspir pisze w sonetach zarówno o miłości jak i o przyjaźni. Jednym słowem: o uczuciach. Czemu więc kochanek? Albo jaki kochanek? Platoniczny czy zmysłowy, cielesny? Jeśli ten drugi, to znaczy… że Szekspir, albo obaj, byli orientacji homoseksualnej. No, robi się pikantnie. Tak też jest w sonetach? Bynajmniej. Sonety są sentymentalne, liryczne, refleksyjne i trop homoseksualny bardziej je zaciemnia niż rzuca na nie jasne światło. Niech problemem orientacji seksualnej Szekspira zajmują się miłośnicy skandali i specjaliści od łapania ryb w mętnej wodzie. Mnie on nic a nic nie zajmuje. Interesuje mnie za to sztuka Szekspira: poezja i jej przełożenie na nasz język. Oczywiście nie jestem pierwszy. Przede mną próbowało tego wielu. Większych i mniejszych poetów, lepszych i gorszych tłumaczy. I jaki mamy efekt? Różny. Niektóre przekłady się przyjęły, brzmią po polsku gładko, inne chropawo, ale niestety w żadnym wydaniu „Sonety” Szekspira nie są książką, którą po polsku by się czytało z równą swoboda i zachwytem, co polską poezję. No cóż, powodem zapewne jest to, że poezja w zasadzie jest nieprzekładalna i najlepiej ją czytać w oryginale. Ale któż może sobie na to pozwolić?!. Nawet dla Anglików Szekspir jest trudny.

Czy biorąc się za tłumaczenie sonetów Szekspira wydaje mi się, ze zrobię to lepiej niż inni? Broń Boże, nie ma we mnie ani takiej pychy, ani naiwności. Przeciwnie: zdaję sobie sprawę ze swoich ułomności. Przede wszystkim: słabo znam angielski. Jak zatem zamierzam to zrobić, by przełożyć na polski tę trudną literaturę? Po pierwsze, chciałbym się oprzeć na efektach pracy lepszych ode mnie tłumaczy, przed którymi chylę czoła, zwłaszcza przed tymi, którzy zabierali się za tekst Szekspira w stanie dziewiczym, nie tkniętym myślą i wysiłkiem innego tłumacza. Oczywiście, że i ja będę zaglądał do oryginałów. Co bym chciał znaleźć w tych pierwotnych tekstach i ich tłumaczeniach? Sens. Przede wszystkim sens poszczególnych wierszy i właśnie ich sens chciałbym przekazać po polsku. Wystarczy przeczytać jeden czy dwa sonety Szekspira, by się przekonać, że — myślę sobie — to właśnie zawierają w sobie: głębię myśli. I to właśnie ona, a nie całe to bogate renesansowe dekorum stanowi istotę nie tylko sonetów, ale całej twórczości Szekspira. Myślę też, że zbyt kurczowe trzymanie się tego dekorum często przesądzało o porażce wielu tłumaczy. Wiersz przez to stawał się ciężki i tracił szekspirowską skrzydlatość. Zatem pierwszym zadaniem, jakie sobie stawiam, zanim wezmę się do przekładu, jest odczytanie sensu poszczególnych wierszy i przekazanie go w moim polskim wierszu. Dlatego nie nazwałbym efektu swojej pracy „Sonetami” Szekspira, lecz sonetami szekspirowskimi. W jakimś stopniu będą to moje wiersze inspirowane poezją Szekspira, nie starające się skrupulatnie oddać wszystkich renesansowych fryzów, zdobień, ale mające na celu przekaz odczytanego w nich sensu. O czym mówi sonet siedemdziesiąty trzeci? O przemijaniu, starości. Chciałbym, by i o tym mówiło moje tłumaczenie, czy jak kto woli: mój wiersz. Może i zniknął w nim posępny obraz z wieżą klasztoru i ocierającymi się o jej ściany nagimi konarami drzew, ale za to problem przemijania i starości widoczny jest w nim w pełnym blasku słowa. O czym mówi sonet czterdziesty dziewiąty? O utracie namiętności i zazdrości. Być może w moim tłumaczeniu zagubiłem to i owo, ale utrata namiętności i zazdrość będą w nim widoczne jak na dłoni.

Wróćmy jeszcze na moment do owego tajemniczego księcia. Czy jego postać jest tak ważna dla wyrażenia problemów związanych z miłością, przyjaźnią, namiętnością, zazdrością, zwątpieniem, przemijaniem? Moim zdaniem: nie. Dlatego nie dbam o to, by w moich przekładach/wierszach podkreślać, że to mężczyzna mówi do mężczyzny. Owszem, powinniśmy tak zrobić, gdybyśmy chcieli tworzyć poezję gejowską, ale ona wcale nie jest moim celem i myślę, że nie była też celem Szekspira. Angielskie „you” jest bezpłciowe, a polskie „ty”—przeciwnie. Wystarczy użyć czasu przeszłego i powiedzieć na przykład: „byłeś, byłaś”, byśmy wiedzieli, czy zwracam się do mężczyzny czy do kobiety. I ja w pełni świadomi dokonuję takiego wyboru. Gdy tłumaczę wiersz o miłości, jako mężczyzna jego adresatem czynię niewiastę, gdy o przyjaźni — zwracam się do mężczyzny. Czy to nie jest nadużycie? Osadźcie sami. A czemu by nie zrobić na odwrót? Żeby podmiot liryczny był kobietą i zwracał się mężczyzny lub innej kobiety? I taką sytuację dopuszczam. Wszak mamy mówić o miłości i przyjaźni, namiętności i zazdrości, przemijaniu i śmierci. Czyż nie są to problemy uniwersalne, ogólnoludzkie, przeżywane zarówno przez mężczyzn jak i kobiety? Tak jest w rzeczy samej. Indeed. Dlategi w moich szekspirowskich wierszach dialog toczy się pomiędzy mężczyzną i kobietą, pomiędzy dwoma przyjaciółmi czy dwoma przyjaciółkami.

Przeczytajcie i osadźcie, czy czegoś nie pogmatwałem. Mam nadzieję, że jednak częściej towarzyszyć wam będzie wrażenie rozwikłania tego, co ,pozornie, zawiłe.

JERZY KRUK

Zasypiaj, usypiaj

Tekst: Jerzy Kruk


Zasypiaj, usypiaj,
Mój miły, mój czuły,
Mój dzielny rycerzu.
Noc cała przed nami
Usłana gwiazdami,
Skąpana w księżycu.


Przytulaj, utulaj,
Mój silny mężczyzno
Me ciało w ramionach.
Ja taka maleńka
Przy tobie laleczka
Dniem całym zmęczona.


Dotykaj, zamykaj
Me dłonie i usta,
I uszy, i oczy.
Chcę ciszę i spokój
Twojego oddechu
Usłyszeć dziś w nocy.


Ukajaj, pocieszaj
Me serce, co kiedyś
Samotne, złamane
Znalazło twe drugie
W rozterce, czy szlochać,
Czy kochać raz jeszcze.


Pocieszaj, rozbawiaj,
Wywołuj mój uśmiech
Jak zdjęcie, gdy stoję
Z kokardą w sukience,
A świat dookoła
Taki jest piękny.


Rozwiewaj, uciszaj
Niepokój i lęki
I chroń mnie przed burzą,
Przed falą i wiatrem.
Falochron swych ramion
Szeroko rozewrzyj.


Rozsnuwaj marzenia:
Na jutro, na przyszłość,
Na zawsze, jak razem
Idziemy przez życie
Ze śpiewem na ustach
I z czapką na bakier.


Roztaczaj widoki:
Z góry, ze szczytu
I z okna. Szerokie
I piękne. Na lasy
Doliny, na ludzi,
Przyjaciół, na szczęście.


Rozniecaj, rozpalaj
Me zmysły i ciało
Łagodnie, powoli.
Niech twoje zaprosi
I mu się w gościnie
Rozgościć pozwoli.


Odpocznij, wypocznij.
Masz po czym, masz za co.
Dziękuję, całuję
I czekam na jutro.
Nic nie mów, nic nie rób,
Daj zasnąć, zgaś światło.

JERZY KRUK