Bardzo smutna historia zmuszająca do refleksji

Książka napisana pięknym językiem przez znawcę sztuki kochania, erudytę, językoznawcę, z dużą wiedzą o sztuce malarskiej, o muzyce, mitologa, smakosza, bywalca, estetę…..książka o miłości, przyjaźni i niebezpieczeństwie internetu. Bardzo smutna historia zmuszająca do refleksji. Tę książkę zabiorę do swojej pamięci. Polecam i gratuluję autorowi.

Bożena Zawadzka

Książka jak czekoladki

Zaskoczy was wiele. Nie tylko treść: nieoczekiwane zwroty akcji; odsłony światów, o których istnieniu pewnie wiedzieliście, ale nigdy nie oglądaliście ich z bliska; mistrzostwo poetyckiego języka autora, ale i forma. Choć akcja książki przez pierwsze dwieście stron nie wychodzi z łóżka, w którym bohaterowie, prócz erotycznych uniesień, bezustannie ze sobą rozmawiają (Uwielbiam kobiety, z którymi nie mogę się nagadać – mówi Jerzy) książka pozbawiona jest tradycyjnych wyróżnień dialogowych. Dialogi, opis akcji, narracja, dygresje i refleksje autora sklejone są w małe akapity blokowe, które czytelnik jeden po drugim pochłania jakby wyjadał z bombonierki czekoladki. Przepyszne i o zróżnicowanym smaku. Raz słodkie, raz gorzkie, ale zawsze niezwykle wykwintne, jak czekoladki znanego producenta o nazwisku innego ptaka. Jeśli jesteś koneserem smaku słowa, na pewno się nie zawiedziesz.


Marika. Rzecz o mojej smutnej dziwce – przebojowy debiut powieściowy Jerzego Kruka

Jeśli chcesz się przekonać, jak naprawdę operuję piórem, to może kupisz moją pierwszą powieść, wspierając tym samym mój debiut?

Tu możesz przeczytać obszerne fragmenty

A tu możesz kupić książkę (przesyłka przez RUCH
za 1 grosz, a przez innych przewoźników za pół ceny)

Marika jak Lolita

Marzy mi się, aby imię Mariki odmieniano w literaturze na tyle sposobów, na ile odmienia się w niej imię Lolity.

Nie mam nawet z kim podzielić swojego bólu. I nagle wpadam na pomysł, że może jednak poszukam kogoś wśród swoich starych przyjaciół. Lolitę po raz pierwszy czytałem ze trzydzieści lat temu, z niezdrowym podekscytowaniem skandalem, jaki wywołała historia związku czterdziestokilkuletniego mężczyzny z o trzydzieści lat młodszą dziewczynką, a potem, przed kilku laty, pokłóciłem się o tę książkę ze swoją przyjaciółką. Do dziś grają we mnie emocje wywołane tym sporem. Sięgam więc po Lolitę ponownie. Humbert Humbert jest na pewno kimś, kto mnie zrozumie. I nie zawodzę się. Czytając Nabokova po raz drugi, wolny od kulturowych i seksistowskich uprzedzeń, znajduję w jego książce to, co chyba zamierzał w niej zawrzeć. Lolita wydaje mi się teraz piękną i liryczną opowieścią o miłości. Chyba z dziesięć razy czytam fragment opisujący ostatnie spotkanie Humberta Humberta z Lolitą, który wypreparował swoje uczucie do niej z seksualnego pożądania i dopiero teraz widzi jasno i wyraźnie, że jest ono czystą miłością. Nie chorym pożądaniem dorastającej dziewczynki przez nieuleczalnego pedofila, lecz miłością, która wyrosła ze spotkania dwóch egzystencji i która chciałaby się zmaterializować w realizacji marzenia o wspólnym życiu. I ze łzami w oczach — ponoć tak samo, jak robił to sam autor Lolity — kontempluję beznadziejną samotność Humberta, który pyta Lolitę o swoją rolę w jej życiu jako mężczyzny, a ona mu odpowiada, że owszem, był dobrym… ojcem.

JERZY KRUK

Mam już ponad sześćdziesiąt lat, ale dopiero teraz czuję, że właśnie może się spełnić moje marzenie i powołanie do pisania. Pisze mi się dobrze. Właściwie do czegokolwiek nie przyłożyłbym ostatnio pióra, od razu mi się spod niego wylewa jakaś short story, dłuższa (o)powieść, dramat, komedia, scenariusz filmowy, wiersz, piosenka czy skecz kabaretowy. I czytając to następnego dnia, czy kilka dni później, dziwię się, że coś takiego mogłem z zaskakującą dla mnie samego łatwością napisać.

Marika… to mój debiut książkowy. W przypadku debiutujących autorów zwykle pisze się, kim są z zawodu i podaje się garść szczegółów z ich życia, siłą rzeczy, nie związanych z twórczością literacką. Czy i ja mam tu wymieniać, w jaki sposób dotychczas zarabiałem na życie, albo mówić o swoim stosunku do psów i kotów? Eee… Dajmy spokój. Zamiast tego wolałbym pokazać, co udało mi się napisać. Osądźcie sami, czy to coś warte.

Do czego zmierzam?

Cel mam jasny: chciałbym zostać pisarzem. A nie jestem? Sprawa nie jest taka prosta, bo co to znaczy „być pisarzem”? Na swoim koncie mam jedną wydaną powieść, parę opublikowanych reportaży i felietonów, parę napisanych opowiadań, dwie sztuki teatralne, trochę wierszy i piosenek i sporo rozgrzebanych tekstów. Czy to za mało na dorobek pisarza? Moim zdaniem tak. Jednak nie o ilość tu chodzi, bo gdybym pomnożył swój dorobek przez dziesięć, nic by to nie zmieniło. To nie objętość napisanych tekstów czyni z autora pisarza, lecz uznanie czytelników i krytyków. Oczywiście, najlepiej jednych i drugich na raz. Nie wydrukuję więc sobie wizytówki z etykietką: „Pisarz”, lecz cierpliwie i pokornie będę robił wszystko, by na nią w Waszych oczach zasłużyć.