JERZY KRUK

Marika… to mój debiut książkowy. W przypadku debiutujących autorów zwykle pisze się, kim są z zawodu i podaje się garść szczegółów z ich życia, siłą rzeczy, nie związanych z twórczością literacką. Czy i ja mam tu wymieniać, w jaki sposób dotychczas zarabiałem na życie, albo mówić o swoim stosunku do psów i kotów? Eee… Dajmy spokój. Zamiast tego wolałbym pokazać, co udało mi się napisać. Osadźcie sami, czy to coś warte.

Mam już ponad sześćdziesiąt lat, ale dopiero teraz czuję, że właśnie może się spełnić moje marzenie i powołanie do pisania. Pisze mi się dobrze. Właściwie do czegokolwiek nie przyłożyłbym ostatnio pióra, od razu mi się spod niego wylewa jakaś short story, dłuższa (o)powieść, dramat, komedia, scenariusz filmowy, wiersz, piosenka czy skecz kabaretowy. I czytając to następnego dnia, czy kilka dni później, dziwię się, że coś takiego mogłem z zaskakującą dla mnie samego łatwością napisać.

Do czego zmierzam?

Cel mam jasny: chciałbym zostać pisarzem. A nie jestem? Sprawa nie jest taka prosta, bo co to znaczy „być pisarzem”? Na swoim koncie mam jedną wydaną powieść, parę opublikowanych reportaży i felietonów, parę napisanych opowiadań, dwie sztuki teatralne, trochę wierszy i piosenek i sporo rozgrzebanych tekstów. Czy to za mało na dorobek pisarza? Moim zdaniem tak. Jednak nie o ilość tu chodzi, bo gdybym pomnożył swój dorobek przez dziesięć, nic by to nie zmieniło. To nie objętość napisanych tekstów czyni z autora pisarza, lecz uznanie czytelników i krytyków. Oczywiście, najlepiej jednych i drugich na raz. Nie wydrukuję więc sobie wizytówki z etykietką: „Pisarz”, lecz cierpliwie i pokornie będę robił wszystko, by na nią w Waszych oczach zasłużyć.