Zagadki literackie

W tekstach Jerzego Kruka roi się od ukrytych parafraz i cytatów. Potraficie je rozpoznać? Nie będzie to wcale takie łatwe. Choć niektóre zagadki okażą się banalnie proste, to inne mogą sprawić trudność nawet najbardziej oczytanym. Nie sądzę zresztą, by ktokolwiek mógł rozpoznać je wszystkie. Owszem, te cytaty, które siedzą mi w głowie od dawna, mogą siedzieć także i w głowach innych, ale te, które mi się nasunęły przypadkiem, z akuratczytanejpodczas pisania Mariki lektury, są raczej rzadkie, więc nie dołuj się, jeśli masz się za znawcę literatury i nie potrafisz ich rozpoznać. Przecież to tylko zabawa.

W zamieszczonym przez nas fragmencie należy znaleźć zamieszczony w niej cytat lub ukrytą parafrazę, a następnie rozpoznać jej autora lub tytuł pozycji literackiej, z której pochodzi.

Przez najbliższe 15 tygodni będziemy publikować jedną zagadkę w każdą środę i niedzielę. Odpowiedzi należy udzielić, oczywiście, z pamięci. Na tym polega zabawa. Maksymalnie można zdobyć 40 punktów. Umówmy, się, że jeśli zdobędziesz 35, będziesz mógł sobie nadaćtytuł konesera literatury.

Ale jeśli ktoś się uprze, to be trudu, albo z trudem, znajdzie rozwiązanie zagadki w internecie. Można za to uzyskać tytuł mistrza kwerendy, ajednakże w tym przypadku trzeba znaleźć odpowiedzi wszystkich zagadek.

Odpowiedzi, po opublikowaniu ostatniej zagadki, prosimy nadsyłać na naszą pocztę internetową z podaniem swojego adresu. Wśród autorów prawidłowych odpowiedzi, jako nagrodę, rozlosujemy 10 egzemplarzy Mariki dla koneserów literatury i 5 dla  mistrzów kwerendy.

  1. Pierwsza zagadka jest dziecinnie prosta, chyba każdy ja odgadnie. Oczywiście, że to podpucha na dobry początek.

    Świetnie – odpowiadam z uśmiechem i rozbawieniem. Cieszysz się? Taak – odpowiada mi Marika z uśmiechem na ustach, na policzkach i w oczach. Boże! Jak ja kocham to jej radosne: Taak. Żartobliwie wydaję komendę: Buziak! I Marika posłusznie robi dzióbek. Cmokam ją w ten dzióbek, zsuwam prawą dłoń z jej piersi i układam na niej głowę Mariki. Zaglądamy sobie w oczy. Ona patrzy z radością, podziwem, ufnością, ja – ze wzruszeniem, zachwytem, miłością. Nie będę potrafił się powstrzymać. Zakocham się w tobie. Nie rób tego, nie warto – mówią usta Mariki, ale jej oczy mówią coś zupełnie odwrotnego. Czy te oczy mogą kłamać? Chyba nie.

  2. Druga zagadka będzie nieco trudniejsza, ale nie powinna sprawić większych trudności, zwłaszcza miłośnikom poezji śpiewanej i w ogóle.

    Ostrożnie przewracam Marikę na plecy, zawisając nad nią podparty łokciami przy jej bokach. Marika wspiera lewą rękę na moim ramieniu, a prawą gładzi mnie po karku. Otwieram oczy i podglądam ją, jak całuje się ze mną z zamkniętymi swoimi. Delikatnie odsuwam usta od jej ust, pieszcząc je lekkimi muśnięciami, a potem przenoszę je do oczu Mariki i całuję ją po zamkniętych powiekach. Prawa, lewa. I jeszcze raz: prawa, lewa. Unoszę lekko głowę i przyglądam się, jak Marika powoli odsłania kurtynę swoich rzęs, ukazując pod nimi najsłodszy uśmiech swoich szmaragdowych oczu, który natychmiast jej spływa na policzki i dalej: na usta. Pieścimy się teraz w objęciach naszych spojrzeń. Marika przytrzymuje się mocniej mojego karku i przewraca mnie na wznak, uważając, by nie uronić perlących się w jej oczach kropli, a ja, pomagając jej swym ciałem w zmianie pozycji, unoszę je, przenoszę, jak ramionami – wzrokiem.

  3. Wciąż jest łatwo. Przeciętny znawca filozofii i miłośnik sentencji bez trudu będzie wiedział, o które słowa chodzi i kto jest ich autorem.

    Marika przyniosła mi babie lato czułości. Daje mi ją w najwyższym stopniu, gdy układam się w pozycji embrionalnej i wtulam się w jej ramiona. Wtedy ona obejmuje mnie szeroko rękami i przytula mą głowę do swojej piersi lub ramienia. Ona – mała lala, ja – wielki niedźwiedź. Ona – Wielka Niedźwiedzica, ja – mały miś. Ja – Wielki Wóz z długim dyszlem, szkieletem puszystego ogona Wielkiej Niedźwiedzicy – jej. Mam ją całą tak blisko. Obejmując mnie szeroko rozpostartymi dłońmi – jedną za łopatki, a drugą za wygięty pośladek, próbuje poruszyć moim całym ciałem i umościć mnie jeszcze lepiej w swych objęciach. Uwielbiam wtedy wąchać jej skórę pachnącą ziołowym balsamem i oddawać się bezgranicznie tej pieszczocie: metafizycznemu zespoleniu z czymś, co ogarnia mnie całego, niepodzielonego na role, które muszę grać w swym realnym życiu. W jej ramionach wiekuista cisza tych nieskończonych przestrzeni, której doświadczam od zarania dorosłości, nie przeraża mnie. Nie muszę tłumić jej poczucia, grając rolę niewzruszonego mędrca lub nieustraszonego herosa. Rozpoznaję w Marice tę samą samotność i pustkę, która tkwi we mnie.

  4. To chyba też nie będzie trudne. Wystarczyło uważać na lekcjach polskiego w podstawówce.

    Sięgam po książkę, która spadła na podłogę i czytam pytanie do kolejnej litanii: Gdyby twoja pochwa umiała mówić, to co by powiedziała w kilku słowach? Marika wybiera z listy: Pobawmy się. Przytul mnie. Obejmij. Powolutku. Delikatnie. Taaak, taaak. Wyliż mnie. Nie przestawaj. Pragnę. Nakarm mnie. Błagam, jeszcze. Za mocno. Teraz dobrze. Jeszcze, jeszcze. Kołysz mnie. Tak, tutaj. O matko! O Boże!Przechodzi mnie dreszcz podniecenia. Rozkładam szeroko na boki nogi Mariki i próbuję odegrać wszystko, o co prosiła. Czy poeta to właśnie miał na myśli, pisząc: Oby język giętki wyraził wszystko, co pomyśli głowa? Nie trwa długo, by Marikę przeszyły dwa kolejne skurcze, ale tym razem dodaje do nich długi i głęboki pomruk ulgi. Odczekuję moment i ponownie przywieram do niej ustami, ale jej ciało wygina się w obronnym odruchu. Podciągam się lekko ku górze i kładę głowę na jej brzuchu. Opuszkami palców wyczuwam na jej monspubis ostrą tarkę odrastających włosków. Zapada cisza. Wyraźnie słyszę przez czaszkę szelest włosów na mojej głowie, uginających się pod delikatnym dotykiem jej dłoni, zupełnie jak poszum wiatru pośród drzew w lesie. Oczyma wyobraźni widzę, jak moją głowę pokrywa skóra jej brzucha. Ten cud życia, pulsujący pod tą napiętą kopułą, czekający na swe ponowne narodziny, to ja.

  5. Powoli zaczynają się schody, i chyba już nie jedna osoba na nich się potknie. W tym fragmencie można zarobić aż trzy punkty, bowiem ukryte są w nim trzy cytaty. Nie martwcie się więc, jeśli stracicie jeden punkcik. Do zdobycia pozostanie jeszcze ponad trzydzieści.

    Nieopatrznie odpisuję, jakim szczęściem napełnia mnie taki kontakt z nią i z jej nową rodziną i że chciałbym częściej dostawać od niej takie zdjęcia, ale wkrótce okazuje się – co przecież powinienem był przewidzieć – że jest to ostatnie takie zdjęcie, które od niej dostaję. W dodatku, gdy ją błagam, żeby się do mnie częściej odzywała, Marika wypuszcza z rąk rozhuśtane wahadło moich emocji, a ono pędzi od maksymalnie wychylonego punktu poruszenia do najniższego punktu… właściwie czego? Spoczynku? Spokoju?Pisze do mnie sucho: Dobrze by było, gdybyś powrócił do stanu, w jakim byłeś, zanim mnie poznałeś.Marika serce ma czułe, do kochania skłonne, lecz nie wie, co znaczy kochanie dozgonne. Mariko!!! Czy ty wiesz, o czym mówisz?! Czy ty masz w ogóle pojęcie, czym jest ruch wahadła po tautochronie?! Po tautochronie emocji?! Ono nawet nie zauważa punktu równowagi, przez który pędzi jak oszalałe. Boję się, co się stanie, gdy go przekroczy, bo ona jest cykloidą od uwielbienia do wzgardy. Ono wie, że w kulminacyjnym punkcie przy wzmagającym się biciu werbli będzie musiało wykonać salto mortale. Jeśli to możliwe… niech mnie ominie ten kielich goryczy…


  6. Może chwila wytchnienia. Nie wierzę, że wśród czytelników znajdzie się ktoś, kto nie rozpozna tego fragmentu.

    Z mozołem przepycham kolejne tłumaczenie. Powoli nadciąga jesień. O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny. Dżdżu krople padają i tłuką w me okno… Jęk szklany, płacz szklany, a szyby w mgle mokną… Nowy rok akademicki za pasem. Czy Marika zdecyduje się na jakieś studia? Ta myśl podsuwa mi pewien pomysł na ponowne nawiązanie kontaktu. Udaję się do oddziału banku Mariki i dokonuję wpłaty na jej konto tytułem: „Stypendium na semestr zimowy”. Ponieważ do następnego dnia nie ma reakcji, piszę na jej pocztę i dokonuję następnej wpłaty tytułem: „Przeczytaj ostatni e-mail”.

  7. Wciąż klasyka polskiej poezji, a więc wciąż (względnie) łatwo.

    Carmencita przyjęła strategię dokładnie odwrotną do strategii Polity. Nie pokazuje twarzy nawet na privach, cały czas występuje w czarnej masce, podobnej do tej, jaką nosił Zorro, która podkreśla bijący od niej seksapil. Wysoka, długonoga brunetka, nieprawdopodobnie zgrabna, w czarnych szpilkach i czarnym skąpym bikini, o bajecznie lśniącej skórze, jak modelka z rozkładówki Playboya, tyle że bez retuszu. Po wystroju pokoju widać, że i jej niczego nie brakuje. Ona również zbiera na wakacje. Przyjmuje napiwki „z sympatii” oraz za „wstanę”. Publicznie niczego nie pokazuje, za to na privie – wszystko. Od stópek za sto żet, przez stanik out za sto pięćdziesiąt, majteczki w dół za dwieście, strip za dwieście pięćdziesiąt, paluszek i wibro po pięćdziesiąt więcej, w drugą dziurkę –  za kolejne pięćdziesiąt w górę, piss za pięćset, orgazm za tysiąc, aż po jej największy skarb – buzia za cztery tysiące. Cennik Carmencity to woda na młyn tych, co twierdzą, że nie ma człowieka bez skazy i zmazy i że wszyscy ludzie są sprzedajni, a poziom ich sprzedajności to tylko kwestia ceny. Odłóżmy jednak na bok te etyczne dywagacje. Trzeba z młodymi naprzód iść, po doświadczenia sięgać nowe, jak Iska, która właśnie dokonała przed kamerą nowego odkrycia.

  8. Pociągnijmy ten wątek. Parafraza zawarta w poniższym fragmencie nie powinna sprawić trudności przedstawicielom starszego pokolenia. A młodszego? Jeśli na lekcjach historii doszli do czasów współczesnych, to chyba też nie, ale jeśli zatrzymali się na drugiej wojnie światowej – mogą mieć kłopoty.

    Asia_Asiala, na oko dwadzieścia – dwadzieścia dwa lata, duży, ładnie urządzony pokój, ubrana w elegancką białą sukieneczkę, oczywiście – bez majtek. Robi wrażenie dziewczyny z dobrego domu. Asiala popala sobie jointa, dzieli się z publicznością wrażeniami z używania także innych używek. Asiala jest dziś na luzie, wygodnie się rozłożyła w fotelu, stopy na oparciach, pokazuje swoje karminowe usta i różowe wargi. Jedne co chwila rozchyla językiem, drugie – paluszkiem. Bez zażenowania ujawnia swoją twarz i swoje prawdziwe oblicze. Co chwila puszcza piosenki z wulgarnymi rapowanymi tekstami, z zadowoleniem sobie do nich przyśpiewując. Wymyśliła świetne show na niedzielne przedpołudnie. Latarka w cipkę. Publiczność jest zachwycona. Dwieście dwadzieścia dwa złote zbiera się w ciągu piętnastu minut. Asiala nie może się pozbierać ze śmiechu. Lekko smaruje latarkę oliwką i wkłada ją sobie tak, że wystaje tylko głowica z reflektorem. Asiala wsuwa palec do środka, znajduje przełącznik i włącza latarkę na miganie. „No, nie…czegoś takiego nikt na lam.tv jeszcze nie wymyślił” – komentuje ktoś z publiczności. Ma rację. Potrzebujemy więcej takich pomysłów. Dla zabawy młode dłonie, dla zabawy młoda myśl!

  9. Wiem, że zrobiło się parno (tzn. porno), ale żeby przejść do nowej scenerii, musimy znieść co najmniej jeden podobny fragment, a może dwa? Za to odpowiedzi nie będą trudne. Obie są tytułami znanych powieści.

    But show must go on. Co chwila na pierwszą pozycję z ponad tysiącem oglądających wychodzi jakaś para w akcji, która za tysiąc żetonów uprawia seks na żywo w różnych pozycjach. Piekni_i_mlodzi są tu znani od dawna, prawdziwi celebryci. Pokazują się chętnie z twarzą. Od przodu, od tyłu i od dołu. Najchętniej od dołu. Nic dziwnego, że zawsze ściągają ponad tysiącosobową publiczność, dopingującą ich i podpowiadającą, jak to mają robić. Zauważam wśród postów Darka_na_woozku, który prosi, żeby przy okazji pobić jego rekord i żeby jego transmisję włączyło ponad sto osób. Darek_na_woozku też jest tutaj znany. „Darek, nie teraz” – odpisuje mu ktoś, gdy Piekny_i_mlody finiszuje, a Piekna_i_mloda wrzeszczy, jakby dopingowała samego Usaina Bolta bijącego kolejny rekord świata. Zaglądam do Darka_na_woozku. Dwudziestokilkuletni blondyn, z którego została prawie tylko sama głowa, pisze na swoim profilu, że cierpi na zanik mięśni, że waży już tylko trzydzieści pięć kilo, że zbiera na terapię i że będzie wdzięczny za każdy żeton współczucia. Darek transmituje i ogląda transmisje w pozycji półleżącej. Jego głowa wsparta jest na specjalnej podpórce, ponieważ jego musculicolli nie byłyby w stanie jej utrzymać. Do ust ma podłączoną plastikową rurkę, przez którą specjalna pompa automatycznie odsysa ślinę, ale ręce ma sprawne. Ktoś go pyta: „Darek, a staje ci jeszcze?” Darek sięga palcami do klawiatury i odpisuje: „Staje, staje”. Nic dziwnego, ponoć instynkt przedłużenia gatunku jest najsilniejszy w przyrodzie. Gdy Darek nie pisze, widać, jak poza kadrem jego dłoń pracuje z góry na dół i z dołu do góry. Hurra! Nawet Darek_na_woozku jest z nami. W tym nowym, wspaniałym świecie.

  10. Jednak dwa. Ale to ostatni fragment z kontrowersyjnego rozdziału. Przypominam, że uczestniczymy w quizie literackim i powiedzonka różnych panów ze świata polityki się nie liczą. Nazwisko naszego byłego premiera nie jest więc prawidłowa odpowiedzią w tym pytaniu.

    Nic więc dziwnego, że dzielni wojownicy z lam.tv śmiało postępują ze swą pięścią jak mężowie, z dumą prezentując swoją broń i umiejętności fechtunku. Bohaterzy naszych czasów. Spadkobiercy Onana. Rycerze zakonu św. Priapa. Wyznawcy Baala, Belfegora i Ozyrysa. W zasadzie nikt z nich nie zarabia na transmisji, a wręcz odwrotnie: dzielni rycerze płacą po kilka złotych swej wybrance, by ta komentowała i podziwiała, jak kopulują ze swą ręką, a zwłaszcza, jak kończą. Ponoć po tym rozpoznaje się prawdziwego mężczyznę. Nic więc dziwnego, że każdy z nich pragnie, by podziwiano jego miazmaty. Niektórzy mają trochę większe potrzeby. Chcą, by ich pani tresowała ich jak psa albo rugała i poniżała jak szmatę. Repertuar panów jest naprawdę mało urozmaicony. Ot, zwyczajne prace ręczne.


    Odetchnijmy. Zróbmy mały bilans. Mamy za sobą 10 zagadek, w których można było zdobyć 12 punktów. Ile masz? Jeśli twój wynik jest dwucyfrowy, masz powody do zadowolenia. Jeśli niższy, mam nadzieję, że mimo to też dobrze się bawisz. A może podzieliłbyś się tą zabawą ze znajomymi? Zostań ambasadorem Jerzego Kruka i udostępnij zachętę  na swojej stronie lub w wiadomości.


(Tu przygotowujemy gotowy post z zachętą do udziału w zabawie).
(Chyba nienajgorszym pomysłem byłoby przygotowanie „certyfikatu”, że dana osoba jest „ambasadorem Jerzego Kruka”, który proponowalibyśmy do udostepnienia tym, co zdecydowaliby się promować całą stronę, poszczególne rozdziały lub pojedyncze posty Jerzego Kruka.