Rozkosz

Odwróć się — mówi Marika spokojnie i pomaga mi odwrócić ciało tak, by nogi skierowane były do wezgłowia, a głowa — do zanóża łóżka. Pokażę ci coś. Powinno być przyjemnie. Klęka u zanóża i wyjmuje z kuferka kolejne rekwizyty. Nawilża jakimś płynem chusteczkę i przeciera mi poszczególne części twarzy: czoło, powieki, nos, policzki, wąsy i brodę. Ładnie pachnie — komentuję z przyjemnością. To tonik do demakijażu, żeby oczyścić skórę — wyjaśnia Marika i wyciera mi ją do sucha suchą chusteczką, a następnie nakłada mi na twarz nowy środek. Pachnie jeszcze ładniej. — Uśmiecham się z jeszcze większą przyjemnością. To mleczko z odżywką. — Oczy, uśmiech i palce Mariki prześcigają się w delikatności. Podoba ci się zapach? Taak — mówię, wciągając go głęboko w nozdrza. Taki ożywczy i… łagodny. To zielona herbata. Rzeczywiście, podobny. A teraz ci wetrę olejek do masażu. Nie otwieraj oczu. Marika rozprowadza mi olejek całą dłonią po czole, a następnie palcami przywodzącymi zatacza powolne kręgi, masując mi skórę na czołowej części czaszki. Następnie symetrycznie dwoma palcami wskazującymi znajduje wgłębienia skroni i delikatnie mi je w nie wciska, wykonując okrężne ruchy na krawędziach zagłębień. To mogłabyś powtórzyć — mówię, gdy nakłada sobie na dłonie kolejną porcję olejku. Tutaj powinienem się od czasu do czasu puknąć. Wszyscy powinniśmy się tu puknąć od czasu do czasu — stwierdza Marika z autoironicznym uśmiechem i powtarza pieszczotę skroni, a następnie przechodzi do nosa. Wymacuje jego nasadę, uciska krawędź palcem wskazującym, a jej boki, tuż przy oczodołach — kciukiem i środkowym palcem. To wygląda jak badanie palpacyjne — komentuję z zamyśleniem. Zgadza się. Najpierw muszę wymacać miejsce, które chcę rozmasować. I milimetr po milimetrze masuje mój nos aż do samego czubka, który wyraźnie ugniata i wygina na boki. A potem masuje moje zamknięte powieki i całe oczodoły. Suchą serwetką wyciera oliwkę, żeby nie dostała mi się do oczu, i przechodzi do policzków, rozciągając i uciskając poszczególne mięśnie długimi ruchami, aż do całej brody. Hmmm… — mruczę z przyjemności. Przyjemne? — pyta Marika. Więcej niż przyjemne — odpowiadam z zachwytem. To prawdziwa rozkosz. Nie wiedziałem, że na twarzy mam tyle stref erogennych. To podniecające. Marika przenosi wzrok od mojej twarzy w kierunku lędźwi. Nie widać żadnej reakcji — komentuje żartobliwie. Nie widać, ale czuć — mówię z rozmarzeniem. Tu też — potwierdzam, gdy przechodzi do masażu brody, warg i okolicy wąsów. Ja tego nie wytrzymam — mówię, gdy rozpoczyna masaż szyi, łopatek i dekoltu, ugniatając każdą krawędź i wymacując każde zagłębienie. Wytrzymasz, wytrzymasz — odpowiada mi już prawie na granicy śmiechu. Kiedy zsuwa dłonie do piersi, opuszkami palców masuje moje sutki, mięśnie piersiowe, a następnie bierze w dłonie całe piersi, tak, jak się chwyta piersi kobiety, ja protestuję ponownie: Nie wytrzymam. Chcę się pozbyć swojej męskości. Chcę być kobietą. Całuj, dotykaj, pieść moje piersi.

Marika niespodziewanie wchodzi na łóżko, przekłada prawą dłoń z mojej prawej piersi na lewą, a lewą z lewej na prawą i nie przestając ich masować, kładzie się pomiędzy moimi nogami i zsuwa głowę w okolice lędźwi. Obejmuje wargami mojego chyba jeszcze bardziej niż ja zrelaksowanego przyjaciela i pyta z pełnymi ustami: To co wolisz? Być kobietą czy mężczyzną? Jedno i drugie. Naraz czy po kolei? — bełkoce z pełnymi ustami Marika. Naraz — odpowiadam z zapartym tchem. Oj, chyba po kolei — mówi, wypluwając z ust ślimaka, w którego przemienił się mój przyjaciel. Męskość nie reaguje.

Zdecydowanie wstaje z łóżka i zabiera się za sprzątanie swoich rekwizytów. Podobało się? — pyta. Było zachwycająco — odpowiadam. Bosko. Przez chwilę kontempluję przyjemność, która z twarzy spłynęła mi do reszty ciała, a następnie zdecydowanym ruchem podnoszę się z łóżka. Tylko nie za szybko, żeby ci się w głowie nie zakręciło — upomina mnie ze słodkim uśmiechem. Dobrze. — Zwalniam ruchy. Skąd ty znasz takie rzeczy? Jak to „skąd”? — odpowiada pytaniem na moje pytanie Marika. Ze studiów. Wiele razy ćwiczyliśmy masaż twarzy. Wstaję i podchodzę do szafy. Sięgam do kieszeni marynarki i wyjmuję z niej portfel, a z niego stuzłotowy banknot. Dziękuję — mówię. Reszta to napiwek. Czemu to robisz? — pyta z jeszcze bardziej chmurnym czołem Marika. Nie wiesz? Chcę cię mieć poza naszym układem. Taką, jaka jesteś. W realnym świecie.

A może przeczytasz Marikę w całości?
Papierowy egzemplarz lub e-book dostaniesz tutaj: