Fontanna radości

Gdy wchodzimy do pokoju w hotelu, Marika mnie przeprasza i wychodzi do łazienki. Rozbieram się i czekam na nią w łóżku przykryty do pasa kołdrą. Wraca, ostrożnie stawiając nogi i lekko stukając o podłogę obcasami czarnych szpilek. Jest o kilka centymetrów wyższa niż boso. Nogi w czarnych kabaretkach przypiętych paskami do obcisłego jedwabnego gorsetu, również czarnego, ze złotą lamówką. Teraz rozumiem, do czego był potrzebny ten ostry złoto-czarny makijaż, który zwrócił moją uwagę podczas naszej rozmowy w samochodzie. Czarna madonna, czarny anioł — rozlegają mi się w głowie słowa piosenki — za każdym razem ten sam dreszcz. Jedna jedyna w swym rodzaju niedościgniona złodziejka serc. Marika staje tyłem u szczytu łóżka, widzę jej cudnie zaokrąglone pośladki, prawie całe odkryte. Dopiero teraz spostrzegam, że pod gorsetem ma jeszcze czarne jedwabne majtki, które szerokim klinem zbiegają się z jej bioder i znikają wąskim paskiem w zakamarku jej krocza. Mój niecierpliwy przyjaciel też chce wszystko widzieć. Pręży się tak mocno, jak tylko potrafi. Marika odwraca do nas twarz i pyta: Znasz ten strój? Tak. W to byłaś ubrana na pierwszym zdjęciu, które mi przysłałaś. Jak dziwka? Leżę na wznak z rękami pod głową. Pierś mi faluje, przez nozdrza wypuszczam głośno powietrze. Nie. Czarna madonna, czarny anioł. Anioł chyba nie. Dziś moje diabelskie wcielenie.

Marika wchodzi w butach na łóżko i siada mi na piersi. Chcę wyciągnąć rękę zza głowy, by ją pogłaskać, ale ona mówi: Ręce przy sobie. I podsuwa mi do ust wewnętrzną stronę nagiego kawałka swojego uda. Całuję je, gdzie tylko uda mi się sięgnąć. Usiłuję unieść głowę w kierunku jej pachwiny, ale ona mówi zdecydowanie: Nie podnoś głowy. W ogóle się nie ruszaj. Mam cię przywiązać? Wstaje i obraca się do mnie tyłem. Znów siada na mojej piersi i tym razem podsuwa mi do całowania nieosłonięte części swoich pośladków. Całuję je ustami, pieszczę językiem i pożeram wzrokiem. Mój przyjaciel też się domaga pieszczot, ale Marika wita się z nim na razie tylko kurtuazyjnym podaniem dłoni. W końcu znajduje trochę litości i wita się wylewnie i po przyjacielsku z nami dwoma. Najpierw ze mną — cudownym pocałunkiem swych szeroko otwartych ust i lizaniem językiem obu moich policzków od wewnątrz. Wita mnie długo i czule. Co ja mówię! Wylewnie i wyuzdanie. Gdy znów chcę nieco unieść głowę, by moje usta i język miały trochę więcej swobody w tym powitalnym uścisku, Marika powtarza zdecydowanie: Nie podnoś głowy. Żadnych ruchów. Po czym udaje się na powitanie mojego przyjaciela, który z daleka wyciąga do niej szyję i mruga z radości swym jedynym oczkiem. Marika bierze go czule w objęcia swoich ust, jakby się nie widzieli co najmniej od roku. Następnie ściąga z siebie jedwabie, przysiada tyłem do mojej twarzy i wsuwa sobie mojego przyjaciela między nogi, ale ani on, ani ja nie jesteśmy zachwyceni. Marika przysiada pewnie na odzianych w buty stopach, opiera się dłońmi o moje kolana i ćwiczy przysiady, ale tylko do połowy. Coraz szybciej i szybciej. Usiądź, proszę, do końca. Nie, sorry, dziś ja rządzę. Proszę, błagam — mówię, ale Marika pozostaje nieprzejednana i zamiast tego robi coś zupełnie odwrotnego. Wstaje i dwoma kopnięciami zrzuca na podłogę swoje pantofelki. Odwraca się twarzą w moją stronę, rozsuwa mi na boki nogi i siada pośladkami pomiędzy moimi kolanami. Zapiera się z tyłu rękami i znów bierze mojego przyjaciela w objęcia, tym razem — swych wprawnych stóp. Pieści go, biorąc raz po raz pomiędzy palce, pomiędzy śródstopia, pomiędzy pięty albo kostki. Nie mogę się nadziwić zwinności jej stóp, gdy jedną podkłada od spodu, a drugą gładzi mojego przyjaciela z góry. W pewnym momencie moja gibka artystka podnosi ręce i bierze w nie swoje stopy, zaciskając mojego przyjaciela w kleszczach ostatecznej rozkoszy. Spomiędzy jej stóp pulsacyjnie wytryska mała fontanna. Nie taka jak przed laty, gdy potrafiła przykleić się do podsufitki samochodu, ale na tyle radosna, byśmy obydwoje wybuchnęli śmiechem spowodowanym poczuciem ulgi i przyjemności.

Czy wiesz, że do końca roku mamy promocję świąteczną? Wszystkie książki o 30 % taniej. Może się skusisz?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *