Artyści, którzy dają do myślenia, są nic a nic niewarci. Dla bezmyślnych.

Wojaczek także modnym poetą był. O ile o Norwidzie musieli słyszeć chyba wszyscy, to o Rafale Wojaczku chyba już nie. No i na pewno niewielu go czytało. Czemu, choć modny? Trudny był, jeszcze bardziej awangardowy niż Norwid, jeśli to się w ogóle da porównać. O ile liryka Norwida sama wchodziła mi do głowy, o tyle przez wiersze Wojaczka musiałem się przedzierać. To były prawdziwe chaszcze słowa i stylu. I bólu. Istnienia. Może właśnie dlatego mnie tak pociągał? Bo i ja, w okresie gdy go czytałem, byłem w podobnej fazie życia.

Przypadek sprawił, że gdzieś w 83. roku, w czasach ponurych i marnych przyjechał do Warszawy teatr studencki z Wrocławia ze spektaklem Wojaczek. Nie mogłem nie pójść do klubu Hybrydy. Dobrze, że to zrobiłem, bo gdyby nie ja, spektakl zapewne by się nie odbył. Byłem jedynym widzem. Nie wierzycie? Naprawdę tak było. Grali tylko dla mnie.

Bywałem w tym okresie na wielu wspaniałych imprezach, na których sala pękała w szwach, ale byłem też kilka razy na spektaklach czy koncertach, na których świeciła pustkami. Na przykład styczeń 80. roku. Pamiętam nawet datę, bo to był dzień moich urodzin. W stołówce na Żwirkach występował Jacek Kaczmarski. W dwóch DS-ach mieszkało tysiąc pięćset osób, a na koncercie oprócz mnie było siedmiu widzów. Słownie: osiem osób publiczności na koncercie geniusza, który już był bardzo dobrze znany, bo przecież zdobył laury na Festiwalu Studenckim w Krakowie i występował w telewizji. Jacek zdzierał sobie gardło dla ośmiu studentów. Nie zapomnę tego uczucia wstydu i obrzydzenia. Obrzydzenia, bo stołówka śmierdziała zupą śmierdzącą szmatą (dlatego po pierwszym miesiącu zrezygnowałem z żywienia zbiorowego) i wstydu, że półtora tysiąca ludzi, którzy mogli posłuchać geniusza za darmo, miało to w dupie. To był dla mnie pierwszy sygnał, że to nasze wspaniałe społeczeństwo chyba wcale nie jest tak wspaniałe, że nawet gdy im podasz coś wartościowego na tacy, oni się na tym nie poznają. Nie rzucaj pereł przed wieprze.

Kolejnego spektaklu pustki naszego społeczeństwa doświadczyłem cztery lata później. To był okres, gdy mieszkaliśmy z żoną u jej rodziców. I akurat, choć to był stan wojenny, w ich dzielnicowym kinie grali Popiól i diament. To nie były czasy, że można było obejrzeć jakikolwiek film na żądanie. Gdy pojawiała się okazje, trzeba było z niej korzystać. I tak było ze mną. Nie widziałem starych filmów Wajdy i nie mogłem przegapić okazji do nadrobienia swojej kulturalnej edukacji. To musiała być niedziela. Moja żona uczyła się do sesji, więc poszedłem sam. I znów: sam, samiuteńki w kinie. Czy oprócz mnie nikt nie chciał nadrobić swej kulturalnej edukacji? Ano, nie chciał. I znów Zbigniew Cybulski grał tylko dla mnie i tylko dla mnie podpalał kieliszki ze spirytusem, a Andrzej przypominał mi poległych: „Haneczka, Wilga, Kossobudzki, Rudy, Kajtek”. A ci nieobecni do dziś niczego się nie nauczyli i plują na największego twórcę naszego kina, bo odważył się szargać narodowe świętości i krytykować warczącego wielkorządcę.

Wojaczek wrócił do mnie po latach. W 99 roku Lech Majewski nakręcił o nim film fabularny. Świetny. Czarno biały film ze znakomitą grą poety Krzysztofa Siwczyka w roli tytułowej. A w roli głównej? Poezja, co rzadko się zdarza. Lech Majewski to chyba niedoceniony w kraju twórca. Bardziej znany jest za granicą jako reżyser monumentalnych spektakli operowych. Majewski nakręcił kilkanaście ciekawych filmów, z których najlepszym jest chyba Młyn i krzyż, w którym komputerowo i aktorsko ożywił postacie z obrazu Petera Breughla Droga na Kalwarię. Film wspaniały, aż zapierający dech w piersiach jak obrazy Breughla. Breughel, Wojaczek, Kaczmarski, Wajda, Majewski – wspaniali artyści, którzy dają do myślenia. Oczywiście dla bezmyślnych — nic niewarci.

JERZY KRUK

Zachęcam Cię do kupienia mojej pierwszej powieści i wsparcia mojego debiutu.

Tu możesz przeczytać obszerne fragmenty

A tu możesz kupić książkę
(przesyłka przez RUCH za 1 grosz,
a przez innych przewoźników za pół ceny)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *